Zofia Broniek

PL

Artykuły, książki, recenzje, omówienia twórczości.


Piotr Skrzynecki
Malarstwo ASP, „Echo Krakowa” nr 136(4346), 1960


Maciej Gutowski
W klubie plastyków, „Dziennik Polski” 10-11. 10. 1965


Maciej Gutowski
Prace konkursowe w Domu Plastyków, „Dziennik Polski” 1965


Piotr Krakowski
Wstęp do katalogu wystawy obrazów, Broniek, Maryjowska, Szyszko, 1966


Maciej Gutowski
Dwudziestolecie Liceum Plastycznego, „Dziennik Polski” nr 126 29.05.1966


Maciej Gutowski
Młodzi w Krzysztoforach, „Dziennik Polski”13.03.1966

     (...)Zofia Broniek tworzy kompozycje na zasadzie jakby kart do gry. Buduje płaszczyzny obrazu, pokrywając je szeregiem niby pieczęci, niby znaków, niby odcisków nieistniejących przedmiotów. Pięknie operuje kolorem i walorową wartością obrazów. Dojrzale buduje kompozycje. Jest w jej sztuce i pewien liryzm, i pewna monumentalność, jest element zagadki, jest mocne działanie rytmiczne.(...)


Stanisław Ledóchowski
Między Krzysztoforami a Zachętą, „Kultura” 27.03.1966


Tadeusz Chrzanowski
Szwedzi i debiuty, „Tygodnik Powszechny” nr 896, 27. 03. 1966


Jerzy Madeyski
Mieszanka krakowska „Życie literackie nr740, 1966


Leszek Walicki
Wystawy miesiąca „Gazeta krakowska” nr 72(5629)


Maciej Gutowski
W Pałacu Sztuki „Dziennik Polski” 1967


Janusz Bogucki
Wstęp do katalogu Malarstwo, Zofia Broniek, Jarosław Kozłowski, Janusz Orbitowski, Zbigniew Warpechowski Galeria Współczesna, Warszawa 1968

     (...) malarstwo Zofii Broniek działa na wyobraźnię powiązaniem regularnego, zrytmizowanego układu cząstek na płaszczyźnie z ich formą żywą, biologiczną, wywołująca iluzje przestrzeni i bryłowatości. Na gładkiej powierzchni obrazu formy owe – identyczne lub pokrewne sobie kształtem – posiadają często bryłowatość zdwojoną: dosłownie tworzą relief jako przytwierdzone do płótna elementy trójwymiarowe, ponadto zaś plamy przypominające cienie rzucone uplastyczniają ich wygląd złudzeniem malarskim, czynią je podobnymi do przedmiotów krajobrazu widzianych z góry w silnym blasku dnia. W niektórych pracach zróżnicowanie wielkości form reliefowych uszeregowanych perspektywicznie jakby w głąb obrazu – tworzy iluzję przestrzenną powstającą na przekór płaskości tła. To życie form subtelne i zarazem pełne sugestywnego wyrazu zdaje się być relacją wyobraźni penetrującej wrażliwie nasz świat widzialny, jego kształty, przestrzenie i światło.(...)


Ignacy Witz
Przechadzka malarska , „Życie Warszawy” 1.09.1968


Giuseppe Marchiori
„Il resto del Carlino”, z katalogu Incontro con la grafica polacca 6.10. 1968


Maciej Gutowski
Krakowscy artyści we Włoszech, „Dziennik Polski 1968
Koszalinskie plenery 1963-1968 Zacheta 1968 (spis uczestnikow)


Jacek Buszyński
tekst w katalogu Zofia Broniek, Galeria Desa, Kraków 1969


Piotr Skrzynecki
„Obiekty odległe" Zofii Broniek „Echo Krakowa” 1969

     W Desie przy ul. Jana w Krakowie koniecznie trzeba zobaczyć obrazy Zofii Broniek. Jest to druga wystawa indywidualna krakowskiej malarki w naszym mieście i obejmuje cykl pt. Obiekty odległe. Technika: olej, winawil. Artystka przedstawia dziewięć „Obiektów odległych” i sześć litografii.(...) Mimo skromności efektów plastycznych obrazy Zofii Broniek są niezwykłe. Tła na ogół jednolite: białe – szare – różowe, na płaszczyzny nakłada artystka rozmaitej wielkości formy w kolorze tła lub korespondujące z szarością, różem i bielą. Formy te gruzłowate, węźlaste, w niektórych obrazach rozrzucone jakby zatrzymane w ruchu, w innych kompozycjach układane w szeregi, rozrzedzone lub zgęszczone. Obrazy swe uzupełnia rozlewiskami farby (oranżu, czerwieni, błękitu). Plamy te są jakby cieniami owych nałożonych na płaszczyzny form. Kompozycje Zofii Broniek zależą od światła, które pada z zewnątrz, zmieniają swój blask w zależności od kierunku naświetlenia. Są one uporządkowane, są kontemplacją bieli, szarości. Równowaga i świetlistość jest ich dominującą sprawą. I wydaje się, że są przede wszystkim czystą „grą wizualną” i przeciwstawieniem „widzianej przestrzeni, w której my żyjemy w postaci ludzkiej i tłumu” (cytat z J. Buszyńskiego) (...)


Maciej Gutowski
Wystawa Zofii Broniek w Desie, ”Dziennik Polski” 18 02 1969

     W Galerii „DESY” przy ulicy Jana otwarta jest wystawa malarstwa i grafiki Zofii Broniek. Zofia Broniek, absolwentka krakowskiej Akademii sprzed paru zaledwie lat, należy do najzdolniejszych polskich plastyków najmłodszego pokolenia i – dzięki udziałowi w wystawach zbiorowych, jak i wystawie indywidualnej, którą miała przed paroma laty w Galerii Krzysztofory – twórczość jej jest dość dobrze znana. Obrazy Zofii Broniek , eksponowane w Galerii „Desy”, pochodzą z ostatniego okresu jej twórczości, stanowią jednorodny cykl o określonej koncepcji i różnią się od prac pokazanych na pierwszej wystawie indywidualnej. Na gładkich lub poprzedzielanych geometrycznymi pasami płaszczyznach tła umieszczone są wypukłe, reliefowe formy o płynnym, swobodnym konturze. Formy te – jednorodne, choć różne – układają się w skomplikowane rytmy, czasem zagęszczają się lub rozrzedzają, tworząc całość, w której pozornie sztywna geometryczność podporządkowana jest innej organicznej zasadzie kształtowania. Ich faktyczna wypukłość podkreślona jest jeszcze i sztucznie powiększona przez wyrysowane cienie, powstałe jakby przez zaznaczenie cienia rzuconego przy silnym bocznym świetle. W ten sposób formy te posiadają dwojaką przestrzenność – iluzyjną i rzeczywistą. Rzeczywistą przez swoją faktyczną grubość i iluzyjną przez sugerujące większą głębię, nie faktyczne, lecz malowane cienie. Tak stworzona przestrzeń nadaje pracom Zofii Broniek szczególnego charakteru. Stają się one bardziej monumentalne, mogą się kojarzyć z widzianymi w zaskakującej perspektywie rozległymi pejzażami urbanistycznymi lub – jeśli ktoś chciałby bardziej ryzykownych metafor – z placami czy ulicami zapełnionymi ludźmi. Zresztą te metaforyczne odniesienia nie wydają się tu najważniejsze, istotniejsze jest chyba połączenie dwu rodzajów przestrzeni, elementów konkretu i iluzji. Prace te są oszczędne, staranne, precyzyjne, nieco może estetyzujące. Litografie Zofii Broniek są bardziej dosłowne. W podobnie pomyślanej skomplikowanej przestrzeni i przy podobnym finezyjnym traktowaniu formy, pojawiają się tu jednoznaczne elementy figuratywne, przede wszystkim postacie ludzkie. Posiadają one określoną wymowę tematyczną i treściową, nieraz nie bez odrobiny gorzkiej ironii, jak w cyklu „Zauważonych’ – wyróżniających się z tłumu, przy czym jeden z nich, „Zauważony III”, to powtarzająca się kilkakrotnie postać, zaznaczona tylko pionowymi pasami, kojarzącymi się jednoznacznie z więziennym „pasiakiem „. Zarówno litografie, jak i obrazy Zofii Broniek posiadają cechy jednoznacznej, jasnej koncepcji, świadomego wyboru, przy dużej kulturze i oszczędności wypowiedzi.


Maciej Gutowski
Krakowskie malarstwo i rzeźba w galerii „Pryzmat” „Dziennik Polski” nr 150 1969


Antoni Dzieduszycki
Recenzja z konkursem „Echo Krakowa” nr 264(7519)29 10 1969


Maciej Gutowski
Wystawa „Grupy Krakowskiej” „Dziennik Polski” 1969


Antoni Dzieduszycki
Koniec chudych dni „Echo Krakowa” 1969

     (...) Znane mi z kilku wystaw obrazy Zofii Broniek były jakby jedną wizją świata widzianego z dużej wysokości - płaszczyzn pokrytych wypukłymi formami (ludzie?, góry?, konstrukcje?) rzucającymi silne i ostre cienie, ułożonymi w koncentryczne kręgi, lub w szeregi. Jeden obraz z tej serii pokazała Broniek w Krzysztoforach. I obok niego szereg grafik – nieoczekiwanie odmiennych, wypełnionych drobnymi figurkami ludzi (także w tym, tak charakterystycznym ujęciu z góry) biegnących, uciekających, ścigających. Bezimienny tłum, z którego artystka wyrywa nagle jedną sylwetkę, lub twarz ukazaną jak w fotografiach z listu gończego. Tytuły „Zauważeni”, „Zauważony” potwierdzają niepokojące nas przypuszczenie o dramatyczności przedstawionych w grafice wydarzeń, o faktach brutalnych, których możemy się tylko domyślać. Broniek połączyła w tych pracach swoje dawne doświadczenia sztuki optycznej z nowymi środkami wyrazu należącymi do gatunku pop-artu i uzyskała wynik zaskakująco dobry.(...)


Antoni Dzieduszycki
Żeby jeszcze malować umieli „Odra” listopad 1970


Andrzej Osęka
Człowiek i tłum „Kultura” 26 09 1971

     Coraz częściej wychodzi na jaw, że artyści współcześni nie bardzo wiedzą, jak malować rysować, rzeźbić twarz człowieka. Uciekają się do metod zastępczych, posługują się „cytatami’: fotografią, odlewem, konwencją komiksu, reklamy. Tak jakby twarz człowieka rozpłynęła się w ich wyobraźni, utraciła kontury, cechy indywidualne. Zjawiska tego nie można, sądzę, wyjaśnić w sposób jednoznaczny. Wypływa ono z samej ewolucji form w plastyce, z panującego przez wiele dziesięcioleci apriorycznego, uzbrojonego w takie lub inne awangardowe dogmaty stosunku do rzeczywistości. Z drugiej jednak strony na pewno nie bez znaczenia pozostaje tutaj ewolucja stosunków międzyludzkich, ich rosnąca zdawkowość, tylekroć opisywane przez socjologów i powieściopisarzy osamotnienie człowieka w wielkim mieście, w tłumie. Zainteresowanie losami jednostki ludzkiej przejawia się czasami w formie dość paradoksalnej – jako zainteresowanie postacią z tłumu, figurką w tłumie zagubioną i niczym się zeń nie wyróżniającą. Problematykę tego typu reprezentuje na przykład w Hiszpanii Genoves, w Polsce (w grafice swojej) Zofia Broniek. Jeśli jednak twórczość Genovesa zamknęła się już w zręcznej i wyestetyzowanej formule, grafika Zofii Broniek pozostaje wciąż różnorodna, niespokojna i – wszystko na to wskazuje – szczera w stosunku do podjętej sprawy. (Grafikę i malarstwo tej artystki oglądać możemy w podziemiach Galerii Współczesnej.) Jeżeli pojawia się tu pojedynczy człowiek – to tylko jako anonimowa, pozbawiona wszelkich cech indywidualnych sylweta, jako stereotyp popiersia, stereotyp profilu, niejednokrotnie wypełniony nie ciałem, lecz materią ostentacyjnie martwą, czymś w rodzaju siatki zbrojeniowej. Najczęściej postać ludzka występuje wraz z innymi – w tłumie, jako element większej całości, układu nadrzędnego. Postacie nie różnią się tu zbytnio między sobą, można by nawet pomyśleć, ze jest to ta sama powielona i w rozmaitych fazach ruchu oglądana figura. Fascynacja tłumem znana jest w sztuce od dawna. Przede wszystkim przychodzi na myśl futuryzm i właściwe mu urzeczenie rozmachem, ilością – w tym także rozmachem i ilością mas ludzkich. Przypomina się też Léger, z zachwytem piszący o spartakiadzie, o tysiącach, dziesiątkach tysięcy torsów, rąk, nóg poruszających się j e d n y m r u c h e m. Ze sztuki dawnej można by wymienić malarstwo bitewne, sceny uroczystych pochodów a także chóry anielskie Fra Angelico. W grafikach Zofii Broniek tłum jest jednak inny. Pojawia się nam nie jako układ zwarty, lecz jako układ w rozsypce. Tłum ten jest niespokojny, poszarpany. Przypomina zdejmowane z górnych pięter fotografie zamieszek – z sylwetkami rozrzuconymi na płaszczyźnie ulicy, mrowiącymi się, uciekającymi. Zainteresowanie tłumem z zasady pozostaje w sprzeczności z postawą romantyczną. Romantyzm zwraca się ku jednostce wyniesionej ponad tłum, więcej: przeciwstawionej mu. Kierkegaard, romantyk – egzystencjalista pisał, że prawda jest zawsze po stronie jednostki, nigdy tłumu. Poeci romantyczni umieszczali swych bohaterów wysoko, kazali im błąkać się samotnie wśród ruin na wzgórzach. Wbrew pozorom, może nawet wbrew założeniom grafiki Zofii Broniek noszą wiele cech romantycznych. W niektórych przestrzeń jest groźna, burzliwa – przypomina burzliwe przestrzenie Delacroix. To znów – odnajdujemy przeciwstawienie „jednostka – tłum”; pośrodku tłumu samotna sylweta spadającego (może upadłego) człowieka; wszyscy patrzą, pochyleni, nikt nie przychodzi z pomocą. Częściej jednak następuje inne zjawisko: pewne cechy romantycznego bohatera przeniesione zostają na zbiorowość. Tłum naznaczony zostaje cierpieniem i niepokojem. Jego rytm jest suchy, mechaniczny jak rytm rozsypanego pudełka ze śrubkami – a przecież w y r a ż a popłoch, panikę, pomieszanie bólu i pustki. Wyraża – czy o z n a j m i a? Wciąż nie jestem pewien, ile w tym komunikacie bezpośredniego przeżycia (artysty, odbiorcy), ile zaś odwoływania się do pewnych stereotypów. Powróćmy do porównań ze starym malarstwem: były w nim nie tylko chóry anielskie lecz i gromady potępionych; gromady małych sylwetek spadały do piekła w niespokojnym urywanym rytmie. Gromady te odnosiły się do pewnego punktu w kanonach wiary: za grzech idzie się do piekła, masowo. W przytłaczającej większości średniowiecznych tryptyków musiała się gdzieś w tle znaleźć scena takiego zbiorowego pójścia do piekła. Coraz częściej pojawia się we współczesnych kanonach wiary motyw nieszczęśliwego samotnego tłumu, (na wiele sposobów przeinaczony The Lonely Crowd ), motyw jednostki ludzkiej powielonej, zamienionej w stereotyp – a przecież mimo to a może właśnie dlatego: ogarniętej paniką, tragicznej. Zofia Broniek należy do tych artystów, którzy starają się wyrazić tragizm ludzkiego stereotypu. Z romantycznego punktu widzenia jest to contradictio in adiecto, tragiczna może być bowiem tylko jednostka świadoma swej niepowtarzalności. Osobiście podzielam (i najpewniej zawsze będę podzielał) ów romantyczny punkt widzenia, dopuszczam jednak myśl, że może to nie być jedyna i ostatnia prawda. Szukając środków na wyrażenie tragizmu stereotypu ludzkiego niezmiernie jednak łatwo wpaść w stereotyp, w konstruowanie figur retorycznych, Wówczas koło się zamyka, zamiast wyrywać się z pustki – artysta powiela ją tylko.


Irena Jakimowicz
Grafika polska po drugiej wojnie światowej Zeszyty CBWA, Warszawa 1972


Adam Kotula, Piotr Krakowski
Malarstwo Rzeźba Architektura, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1972
Słownik artystów plastyków, słownik biograficzny. Wyd. Okręg Warszawski ZPAP, Warszawa 1972.


Roland Fischer Peintres
Graveurs de Pologne „ L Alsace” 28 05 1972


Maria Madeleine Wallach
Exposition des jeunes peintres-graveurs polonais a la Bibliotheque Munucipale „Dernieres Nouvelles d Alsace” 29 05 1972
Zofia Broniek, reprodukcje grafik, komentarz, „Polska” marzec 1972


Ksawery Piwocki
Polska grafika artystyczna „Projekt” 2/87 1972


Torsten Bergmark
Polsk Allvar „Dagens Nyheter” Stockholm 7.10.1973


Laureano Muñoz Viñaráz
Tres artistas polacos en Galeria Aritza Arte Bilbao 12.1973

     (...) Grafiki Zofii Broniek, (...) bezsprzecznie dowodzą pewności ręki autorki, urzekają niespotykanym wyczuciem arabeski i rytmu. Bez względu na różnorodność prezentowanych stylów, wszystko jedno , czy mamy do czynienia z barokową kompozycją, dynamicznie rozwijającymi się gotyckimi liniami, czy z otwarciem na czysto plastyczną opozycję plam i bieli, wspólnym mianownikiem całej twórczości autorki jest perfekcyjne opanowanie techniki.


Irena Jakimowicz
Współczesna grafika polska Wydawnictwo Arkady, Warszawa 1975


M.J.A.
Tres artistas polacos, en Aritza.”El correo español – El pueblo vasco 5. 12 1973 J.de B. Tres aristos polacos en Aritza Bilbao, 5.12 1973


M.J.A.Gandariasbeitia
Primera Exsposicion de artistas polacos en Espana „Viscaya”1 12 1973
Polsk grafiker i Koloritten „Stavanger Aftenblad” 26 08 1975
„The UNESCO Courier” 11 1975 okładka (”Skok”)


Agnieszka Panecka
z katalogu Wystawy indywidualne grafiki w warszawskich zakładach pracy. MKiS, CBWA, 1975 – 1976

     Plastyka współczesna w swym dążeniu do ścisłego zespolenia z rzeczywistością i jej problemami staje się coraz bardziej indywidualna, nasycona wrażliwością artysty zaangażowanego w sprawy najistotniejsze naszej cywilizacji. Zespół litografii Zofii Broniek jest znakomitym przykładem nowego spojrzenia na zagadnienie ludzkiego istnienia – sztuki wyrosłej z obserwacji, przemyśleń, niepokoju. Centrum zainteresowania artystki stanowi człowiek – człowiek bezimienny, bez twarzy – reprezentant „Samotnego tłumu”, z tegoż tłumu wyłoniony. Prace Broniek są wstrząsającym „memento”, niejako wołaniem o opamiętanie. Bo czyż można inaczej traktować „Portret A” – portret, który portretem w całym tego słowa znaczeniu nie jest – i być nie może? – oblicze skryte siecią człowieczych uwikłań, dominujących w wizerunku współczesnego homo sapiens – czyż trzeba szukać klucza dla rozwikłania symboliki owych postaci w sieć zaplątanych, w sieci zagubionych? Nie jest to wizja radosna – ale nie można odmówić jej zasadności. Artystka nie daje recepty – lecz ostrzega. Dla podkreślenia dystansu wobec podejmowanych problemów prace swe komponuje z reguły w perspektywicznym ujęciu z góry, podnoszącym trafność obserwacji i niejako – obiektywizm autorki. Ale już samo poruszanie tematyki tak istotnej świadczy o głębokim przejęciu się artystki zwycięskim pochodem anonimowości, wchłaniania jednostek przez ten biegnący, jednolity tłum. Broniek wydobywa zeń, przybliża nam jakąś – może na zasadzie przypadku wybraną – postać lub twarz. „zauważony”. A tak niewiele trzeba było, by zauważonym nie został – on, jedna z tak wielu drobnych, śpieszących postaci, zapatrzonych w daleki cel; być może uda mu się go osiągnąć – może będzie to „Skok” – z tłumu w tłum? A może będzie to dramat człowieka bez twarzy wobec wielu, wielu jemu podobnych, zbyt zapędzonych by zauważyć cokolwiek poza własnym działaniem, kręcących się w kółko monotonnym rytmem longplaya, nie zdających sobie sprawy, iż obracają się w kółko? Drobne, podobne do siebie figurki Zofii Broniek przypominają obserwowane z wysoka mrówki, pochłonięte nieustanną krzątaniną, poza te nie kończącą się wędrówkę wyrwać się niezdolne. W ciągłym ruchu, powszechnym wyścigu. Popychając się niekiedy wzajemnie – biegną sylwetki o rozmazanych, niewyraźnych konturach – przed siebie – coraz dalej. Za nimi – nienaganna, aż przerażająca w swej pustce i doskonałości – perspektywa, ciemność zgeometryzowana – zamknięta. Przed nimi – nie ma wątpliwości – ta sama niekończąca się droga, którą pokonują – liderzy. Tłum liderów. Postacie z zatłoczonej areny życia. Zawsze drobne, anonimowe, zdeterminowane działaniem nieprzerwanym, wszechogarniającym. I tylko te sylwetki – dążące z pustki w pustkę – zawsze obok siebie, nigdy nie połączone wspólnym wysiłkiem i celem, rozpraszające się lub zmierzające do tego samego centralnego punktu. Punktu bliżej nie określonego. Być może cel jest mniej ważny wobec tego upartego dążenia – a może zbyt trudny do określenia? Może nie ma go wcale? – A może kwintesencją zmechanizowanej, podporządkowanej wyścigowi z czasem i technika rzeczywistości – symbolem epoki, w której żyjemy – są „wizytówki”, przez Broniek proponowane?! Artystka przekazuje nam swój niepokój wywołany dehumanizacją współczesności, powszechnym zobojętnieniem, zanikaniem cech indywidualnych na rzecz zniewalającej, biegnącej niepowstrzymanie masowości. Z jej wizerunków powstałych na warsztacie Zofii Broniek wyłania się niepokojące w swej artystycznej formie pytanie: Dokąd tak spieszycie? Kim jesteście?! Treści te ujmuje artystka w kształt ściśle korespondujący z wagą zagadnienia. Utrzymuje swe prace w kontrastowej grze bieli i czerni, łagodząc niekiedy ich surowość cieniami szarości, tworzy zwarte, czytelne kompozycje, uderzające trafnością obserwacji i znakomitym warsztatem. Nie można przejść obok tych prac obojętnie, nie można zlekceważyć ich ostrzegawczego wołania.


Jacek Buszyński
tekst w katalogu, Zofia Broniek BWA Toruń 1976

     Ś w i a t ł o i b i e l. Na każdej wystawie prac Zofii Broniek, bez względu na użycie kolorów i odcieni czerni, pozostajemy we władaniu światła i bieli. Światło jest konieczne dla wydobycia reliefów na obrazach, a biel jest tłem i kolorem zasadniczym ze względu na swoją funkcję – na bieli kontrasty światłocieniowe reliefu nabierają, ostrości, rysuje się wyraźnie linia, odcina plama koloru. Chciałoby się powiedzieć: białe czyste plansze podobne do tych, które informują, instruują lub służą jako wykres poglądów naukowych. Uderza prostota rozmieszczenia elementów na płaszczyźnie, ich rytmiczny układ, rozpoznawalne osie kompozycji i określony, wyraźny porządek pojawiania się kształtów wypukłych, malowanych i rysowanych. Na pierwszy rzut oka tło płaszczyzny nie wchodzi w akcję z umieszczonymi na niej kształtami. Zofia Broniek traktuje powierzchnię obrazu jak miejsce, na którym demonstrują się, w możliwie jasnym porządku i w przewidzianej uprzednio kolejności, przemiany kształtów plastycznych. Widz winien te kształty kojarzyć ze sobą i odczytywać je. Otrzymujemy więc jakby wykład – przeprowadzony z chłodną rozwagą – z ‘propedeutyki morfologii”. Wykład o przemianach kształtu i odmianach widzenia tego kształtu. I s t n i e n i e k s z t a ł t u i j e g o p o s t r z e g a n i e. W obrazach z cyklu „Ślady”, tak jak i w powracającym od lat temacie „Przejście dla pieszych”, rozpoznajemy sylwetki ludzkie, które się wyłaniają z płaszczyzny zrazu wtopione, w miarę oglądania według przewidzianego porządku coraz bardziej rozpoznawalne i kompletne. W rytmicznych powtórzeniach sylwetki, zarysy, fragmenty nabierają oczywistości, by za chwilę znów zanikać i rozpadać się. Na naszych oczach figura człowieka przekształca się, nakładają się na siebie cienie i plamy światła – sylwetki malowane nałożone na relief przenikają go, „wyniszczają’ i odbierają znów realność ledwo co uzyskaną. Następuje tu gra wymijających się i wymijanych zarysów tej samej figury, niespodziewane zastąpienia, odkształcenia, sprzeczności między wypukłym a malowanym zarysem tej samej sylwetki. Obserwujemy niemożliwe do zidentyfikowania proporcje i aspekty tej samej formy. Umyka nam tożsamość tak przecież jasno pokazanych kształtów. Czy to jest gra w chowanego? Zabawa w rysunkowo-malowano-rzeźbione układanki? Czy na tych „planszach poglądowych” nie ma ujawnionego rzeczywiście określonego poglądu autorki? N i e r o z p o z n a w a l n a p o s t a ć c z ł o w i e k a. Nie może być przypadkiem to, że motywem tych przekształceń jest figura ludzka. Jest to figura człowieka w ruchu – widzimy gesty, rozpoznajemy ich charakter. Są to sylwetki biegających, idących, odczytujemy najpowszedniejsze ruchy ciała i gesty dramatyczne pełne wyrazu przeżyć. Takie właśnie figury pokazują się nam w sekundowych, niedokończonych fazach. Zbieramy fragment. Raz odczuwamy, że już, już z tych fragmentów wyłoni się człowiek w całej jego postaci i wyrazie, a za chwilę, w innym miejscu ten sam zarys ludzkiej sylwetki rozpada się lub znika. Są tylko cząstki całości, jakieś namiastki pełnego obrazu człowieka. Wiemy i widzimy, że wszędzie pojawia się sylwetka dobrze znana, jakby utrwalenia kadru filmowego, ale za każdym razem wymyka się naszemu poznaniu, zwodzi nas i my się dajemy zwodzić od nowa. Postać człowieka – najbliższy nam z kształtów natury i najbardziej oswojony – jest nierozpoznawalny. Zofia Broniek w sposób dyskretny, z dystansem owej konwencji ”planszy poglądowej”, przekazuje swoje odczucie zmienności kształtów, mówi o nieistnieniu jednoznacznego obrazu człowieka. Posługując się jedynie formami wizualnymi i dotykowymi, pozostając w obrębie układów plastycznych, wprawia nas w rodzaj smutku i poczucia bezradności: mówi o względności poznania, o względności niepochwytnego zjawiska jakim jest człowiek, my dla siebie wzajemnie. Zjawisko ulotne i niepełne – składamy się z pozorów, zarysów, cieni i fragmentów. A może jest to wystarczające i zgodne z naszym widzeniem i naszą pamięcią?


Fredrik Koch
Sosial arbeid er ogsa kulturarbeid „Stavanger Aftenblad” 4 12 1981


Lars Chr.Sande
Et hopp ut i folke – havet og verdens nød „Rogaland Avis” 12. 1981


Fredrik Koch
Individet og flokken. Den polske kunstner Zofia Broniek i Kunstforeningen.Stavanger Aftenblad 23 09 1982


Trond Borgen
Uten helhet „Stavanger Aftenblad” październik 1984


Magdalena Hniedziewicz
Refleksje o wystawie ( tekst niepublikowany) VI Tydzień Kultury Chrześcijańskiej, Toruń, 1987

     Dziwnie czasem układa się rytm pisania o dziełach sztuki. Bywa, że łatwo pisze się o czymś, co nie budzi wielkiego zachwytu, a spędza się nad kartką długie godziny, gdy przyjdzie pisać o twórczości, która się naprawdę, nie powierzchownie tylko, podoba, która się przeżyło i do której wraca się pamięcią. Tak właśnie zdarzyło mi się z rysunkami Zosi Broniek. Spędziłyśmy z Zosią pół dnia w jej pracowni w Podkowie Leśnej, najpierw oglądając prace, potem wybierając na obecną wystawę, wreszcie rozmawiając. Cały czas towarzyszyły nam. Rozłożone na podłodze, oparte o ściany, rozwieszone. Przyciągały wzrok, powracałam do nich wielokrotnie i zadowolona byłam, że ich Zosia nie składa. Podobały mi się ogromnie. Zarówno ich zewnętrzna, czysto fizyczna uroda – lekkość i delikatność przy operowaniu kontrastami czerni i bieli, rytmy rozwijające się w kosmiczne mgławice i spirale, rytmy uciekające w głąb przestrzeni takiej ogromnej, takiej wszechogarniającej...A tej przestrzeni – maleńkie, mnożące się figurki ludzkie. Sylwetki lekko tylko indywidualizowane w ruchach, w zarysie. Mnożący się ludzie, ale nie tłum. I to wydało mi się w rysunkach Zosi Broniek niezwykle ważne – nie tylko w tych najnowszych zresztą, ale w całej jej twórczości, w której przewijają się od lat podobne, choć różnie ujmowane motywy – to, że ludzie nie stają się tłumem, nawet gdy jest ich dużo, bardzo dużo, że zachowują swoja osobowość, nie zlewają się w masę. Działają na tych ludzi jakieś siły – niezdefiniowane, w dziele przetransponowane na prosty i lakoniczny znak plastyczny – układ kompozycyjny, prosta linia interweniująca jako obcy wtręt... Rysunki te, podobnie jak seria pejzaży, będących osobistym przeżyciem i przetrawieniem artystycznym pejzażu Norwegii, wydawać by się mogły na pierwszy rzut oka nieomal abstrakcyjne – tak jednak nie jest. To jedynie doprowadzona do bardzo dalekiego punktu sublimacja i jednocześnie upraszczanie formy nadaje im taki ogólny walor. Tak ogólny, że widz czuje się wręcz sprowokowany do snucia własnych interpretacji – nie odczytywania znaczeń, bo czuje się, że nie one są tutaj najbardziej istotne, lecz myślenie niejako na marginesie tych dzieł, w ich obecności i pod ich wpływem. Grafiki, z których kilka znalazło się na tej wystawie, tylko z pozoru są inne. Pojedyncze sylwetki w konwulsyjnie powyginanych pozach są ostrym i ironicznym zarazem komentarzem do konkretnej rzeczywistości. Komentarzem nie odnoszącym się do poszczególnego zdarzenia, lecz cały szereg zdarzeń uogólniającym i zamykającym w lapidarny znak plastyczny. A jednocześnie są one jakby powiększonym fragmentem – wśród ludzi nagromadzonych na tamtych rysunkach, ludzi gdzieś dążących, podlegającym różnym siłom i takie sylwety mogłyby się znaleźć. Siły zaś, które je tak groteskowo i tragicznie powyginały i na tamtych ludzi mogłyby oddziaływać. Napisałam na wstępie, że trudno mi mówić o pracach Zosi Broniek. Nie przystają do nich bowiem ustalone formuły wzięte z języka krytyki, fachowe terminy i pojęcia. Mam wrażenie, że opisywanie ich w tych kategoriach zubożyłoby je, spłaszczyło. Ale może o sztuce, zwłaszcza o sztuce dobrej, nie należy pisać według utartych formuł?


Fredrik Koch
Polsk gjest i Galleri BKF. Zofia Broniek stiller ut grafikk med kosmiske dimensjoner. „Stavanger Aftenblad” 8 03 1988 (folder)


Tormod Eikill
Fra Zofias skissebok „Rogalands Avis” 08 03 1988


Trond Borgen
Tegnets eget liv. Zofia Broniek i Galleri BKF.(„Życie znaków własne”) ‘Stavanger Aftenblad” 16 08 1988

     Podczas gdy miejsce znaków interpunkcyjnych w gramatyce wyznaczają zawsze reguły, znaki Zofii Broniek żyją życiem własnym i nie pozwalają się ograniczać. Sposób, w jaki się nimi posługuje, wynika z jej zainteresowania człowiekiem, jednostką w społeczeństwie i obawą przed siłami, które oddziaływują na nasze postępowanie. Jest także rezultatem fascynacji samym znakiem, możliwościami artystycznymi, jakie niesie on sam w sobie - graficzny element na białym papierze. Wystawa jej rysunków, litografii, linorytów i obrazów w technikach mieszanych w galerii BKF ujawnia szczególną dbałość artystki o detal, także w relacji do całości. Niewielkie, sugerujące postać ludzką znaki tworzą formacje, które można interpretować jako eksplozje lub napór na centrum. Mogą też nasuwać myśl o masach ludzkich - uciekających, tłoczących się, lub ruszających w wędrówkę bez końca. Jeśli wybierzemy ten sposób interpretacji jej prac, znajdziemy w nich pewien aspekt kosmiczny – żadna z postaci nie ma bowiem cienia. Jest to tak, jak gdyby roiły się nie na ziemi, lecz w przestrzeni. A przy tym równocześnie nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ten tłum oglądany jest z lotu ptaka; i w niektórych przypadkach wizja staje się złowieszcza – wydaje się, że postacie starają się uciec przed zagrożeniem lub katastrofą. Czarne znaki na białym papierze budzą spontaniczne skojarzenia (na przykład), z tłumem na śniegu przed Zimowym Pałacem w St. Petersburgu w „krwawą niedzielę” 1905 roku i z podobnymi formami przemocy. Inne prace niosą pewien ładunek optymizmu i przywodzą na myśl bezkresne kosmiczne relacje międzygalaktyczne, gdzie każdy element jest nieodzowny dla całości. W niektórych linorytach Broniek rezygnuje z mrowiących się maleńkich znaków i koncentruje się na kilku. Nazywa je „Tańcem” i traktuje z mistrzowskim wyczuciem czerni i bieli w figurach tworzących zamkniętą, rytmiczna całość. Z wielką wizualną ironią wydobywa dwuznaczność: czy są to tancerze czy może maszerujący żołnierze pod bronią? Obrazy Broniek oscylują między marzeniem o metafizycznym świecie pozbawionych cienia dusz a wizjami zagrożeń i katastrofy. Świadczą o opanowaniu subtelnej manipulacji prostymi znakami i o umiłowaniu detalu, które ze skromnych środków graficznych czynią wielką sztukę.


Magdalena Hniedziewicz
wstęp do katalogu Zofia Broniek rysunek, grafika. Galeria krytyków POKAZ 1990,Warszawa

     Opowieści o wszechświecie? Wszechświatach? Wirujące przestrzenie, odległe centra. Biel pustki i ciemniejące zagęszczenie znaków. Przy uważnym spojrzeniu dostrzeżemy w nich ludzi, dziesiątki, setki ludzkich postaci, anonimowych, podobnych, różnych, porwanych pędem niezależnym od ich woli, kierowanych nieznaną, zewnętrzną siłą. Rozrzedzanie i zagęszczanie, pulsowanie materii. Przemożna siła kształtująca z nieubłaganą konsekwencją powstające w wyobraźni artystki i przenoszone na papier światy. W swej sztuce Zofia Broniek niczego nam nie podpowiada, niczego nie sugeruje. I niczego nie upraszcza. Bo może nie być owego jądra, zagęszczonego epicentrum przyciągającego wszystko. I mogą to nie być ludzie tylko abstrakcyjne znaczki, ot, okruchy materii, które skonkretyzowały się pospiesznie, przypadkowo, by wirować w przestrzeni. Bo jedno jest w tej sztuce niezmienne i pewne – jest przestrzeń, jest materia i jest ruch. Wszystko inne jest dodatkiem, dopowiedzeniem wcale niekoniecznym, niewiele wyjaśniającym, niewiele konkretyzującym. Dopowiedzeniem, podpórką dla naszej wyobraźni jest nadawanie znakom ludzkiego kształtu, dopowiedzeniem jest pejzaż, sugestia pejzażu. Pobudzona wyobraźnia błąka się na skraju skojarzeń, w obrazach nagle postrzeżonych i już gubionych, w sugestiach tak dalekich, tak delikatnych, że otwierających pole do najszerszych interpretacji. Jak to określić? Jak zaszufladkować? Abstrakcja? „Nie ma sztuki naprawdę abstrakcyjnej” twierdzi Zosia Broniek i patrząc na jej rysunki i grafiki trudno się z tym nie zgodzić. Ekspresjonizm? Być może byłaby to twórczość ekspresjonistyczna, gdyby nie ostre rygory zarówno intelektualne jak i formalne, jakie narzuca sobie artystka, i których konsekwentnie przestrzega. Swobodne, zdawałoby się ot tak, od niechcenia, pod wpływem impulsu robione rysunki są głęboko przemyślane, skomponowane, wykonane ze wschodnią zaiste cierpliwością i precyzją. I nieustannie poddawane krytycznemu, bardzo racjonalnemu osądowi. Symbolizm? Tylko, że te znaki nie są do odczytania jako symbole. One nie zastępują pojęć – one je tworzą. Tworzą światy – nie istniejące, choć może realne. Tworzą przede wszystkim nasze myślenie, naszą wrażliwość. Zofia Broniek przerzuca nas swą twórczością w rejony naprawdę kosmiczne i czyni to za pomocą środków tak prostych, tak oszczędnych jak to jest tylko możliwe. Przy pomocy czerni i bieli, przy pomocy najprostszych, właściwie pozbawionych własnej wartości znaków buduje kosmos, powołuje samo jądro egzystencji, dotyka podstawowej tajemnicy. Prezentuje byt – w nieomal krystalicznej postaci, oczyszczony z konkretyzacji, anegdoty, symboliki. Wobec takiej sztuki krytyk staje właściwie bezradny. Jak mówić i pisać o takim zagęszczeniu, takim napięciu, tak daleko wybiegającym wizjom nie popadając w banał bądź w przesadne filozofowanie? Jak nie ograniczyć, nie spłycić tego, co w tej sztuce najważniejsze a co wymyka się wszelkiemu określaniu, wszelkiej konkretyzacji? Można i powinno się mówić o walorach formalnych rysunków i grafik Zofii Broniek. O napięciach kompozycyjnych przeprowadzonych według różnych zasad ale zawsze konsekwentnie i precyzyjnie. O trafności operowania zmiennym zagęszczeniem znaków tworzących napięcia nie tylko kompozycyjne, ale i emocjonalne. O precyzji osiąganej przy pomocy samej tylko czerni i bieli, bogatej gradacji szarości, o wydobywaniu z pozornie chaotycznej materii światła i mroku, o nadawaniu jej plastyczności, o sugestii nigdy nie dopowiedzianych do końca kształtów. Można mówić o delikatności i świetlistości z rzadka używanego koloru budującego przestrzeń i budującego nastrój. To wszystko w twórczości Zofii Broniek jest, i jest ważne. Ale to otoczka, nadanie materialności temu co niematerialne, czego właściwie materialnymi środkami wyrazić się nie da. A równocześnie bywa Zofia Broniek w swej twórczości bardzo konkretna. Widać to było w obszernym cyklu „wojennych” grafik, gdzie pojawił się znak – czytelny, oczywisty, odwołujący się do wspólnych przeżyć i wspólnej, utrwalonej tradycja symboliki. Sztuka wyrastająca z konkretnej sytuacji i na tę sytuacje wprost odpowiadająca, a jednocześnie oparta na całym dorobku kultury śródziemnomorskiej. Zabarwiona konkretnością a zarazem filozoficznym uogólnieniem. Przemawiająca wprost a zarazem poprzez tkwiące w nas warstwy symboli. Konieczna nie tylko w konkretnym miejscu i czasie polskiego stanu wojennego, ale konieczna również w całej logice twórczości Zofii Broniek.


Zofia Broniek, Magdalena Hniedziewicz
zamiast wstępu do katalogu Zofia Broniek, rysunki i grafiki z lat 1984 –1991, Galeria Pryzmat, Kraków, 1991
Cricot 2, Grupa Krakowska i Galeria Krzysztofory w latach 1960 – 1970 Stow. Artystyczne Grupa Krak.Kraków 1991


Magdalena Hniedziewicz
Zofia Broniek „Życie Warszawy” Galeria Życia - dodatek codzienny 8 08 – 12 08 1994

     Z drobnych, zagęszczających się i rozsypujących na przemian znaków powstają kosmiczne przestrzenie, wirujące galaktyki, świat nabiera formy, chaos ulega uporządkowaniu. Pulsowanie materii. Ślady przemożnej siły kształtującej z nieubłaganą konsekwencją światy powstałe w artystycznej wyobraźni. Składające się na te światy znaki stają się niekiedy postaciami ludzkimi. To podpowiedzenie, podpórka dla naszej wyobraźni. A może też i ochrona przed zbyt wielkim ciśnieniem spraw ostatecznych, metafizyki, kosmicznych przestrzeni i wirowania galaktyk? Zabieg oswajania tego, co przekracza wyobraźnię poprzez odniesienie do nasze, ludzkiej skali? Zofia Broniek przenosi nas swą twórczością, tak skromną i dyskretną, w rejony naprawdę kosmiczne. A czyni to za pomocą najprostszych środków plastycznych. Karta papieru, luźno wiszące płótno, tusz, ołówek. Czerń, biel i gradacja szarości. Najprostsze znaki, których układ sugeruje ruch, a zagęszczenia tworzą grę światła i mroku – tyle wystarczy, by docierać do samego jądra egzystencji, do podstawowej tajemnicy bytu. Precyzyjnie z iście wschodnią cierpliwością budowane kompozycje mają własne rytmy i wysmakowane piękno. Są dynamiczne, pełne wewnętrznego ruchu, pędu, wirowania – a przecież działają uspokajająco, skłaniają do wyciszenia, do zadumy i refleksji.


Piotr Mitzner
Zofia Broniek, wstęp do katalogu, Galeria Parawany, Podkowa Leśna 1995

Rysunki Zofii Broniek...czytaj dalej.


Henryk Waniek
Rysunki w ogrodzie sztuk i nauk ”Sycyna” 25 05 1997

     Za cenę niewielkiego trudu, gdybym tylko odsunął fotel i tę skrzynię za nim, to tam, pod stosem książek, powinny leżeć dawne egzemplarze dziś już nieistniejących pism artystycznych: „Przegląd artystyczny”, „Projekt”, Sztuka”. Z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. Poszperawszy w nich, znalazłbym pewnie tak często niegdyś reprodukowane grafiki Zofii Broniek, które na równi z grafikami Józefa Gielniaka, Romana Opałki, Andrzeja Pietscha i niewielu innych magnetyzowały moją uwagę i nieodwracalnie wdzierały się w pamięć. A później żyły w niej, trochę może zniekształcone i trochę wyolbrzymione przez moje punkty widzenia. Ich przesłanie było proste i jasne. Przedstawiały jakąś ludzką masę, widziana z monumentalnej wysokości, jak gdyby przez odwróconą lornetkę. Atomy istnień zbiegających się ku zagadkowemu centrum, lub odwrotnie, rozbiegające się wskutek zastanawiającego popłochu. Może też uwikłane w jakąś walkę, nie bardzo wiadomo kogo z kim? Nad tłumem oglądanym z takiej wysokości zawsze ciążą niepokojące znaki zapytania. Ten ludzki pył – nawet gdyby to była tylko zbieranina abstrakcyjnych plamek – był eposem, pomniejszonym do rozmiarów arkusza papieru, graficznym summa summarum bytowania w gromadzie i masie, jak w gigantycznym mrowisku. Być może chodziło w tych grafikach o coś zupełnie innego, ale ja widziałem przede wszystkim to jedno – nikłość jednostki w warunkach zbiorowości. Jak przez mgłę pamiętam wizytę z Andrzejem Urbanowiczem, który był jej kolega ze studiów, w warszawskim mieszkaniu pani Zofii, gdzieś w okolicach Pasażu Śródmiejskiego, chyba na przełomie 60. – 70. lat. Ale grafiki wówczas obejrzane zapamiętałem z całą wyrazistością. Tyle się rzeczy zdarzyło później, a życie – w tym także życie artystyczne – tak rączo rozpierzchło się na wszystkie strony, że straciłem z oczu twórczość Zofii Broniek. Zdaje się, że była to jakaś przerwa, może zaniechanie, a może zniechęcenie do publicznego ujawniania swej pracy, w każdym razie rzadziej widywało się jej dzieła na wystawienniczym targowisku. Po latach okazało się, że zmieniła miejsce zamieszkania, odsuwając się nieco od stołecznego zgiełku. W latach osiemdziesiątych czynnie współorganizowała artystyczną wspólnotę przy kościele Świętego Krzysztofa w Podkowie Leśnej. Od tego czasu pozostała jedną z aktywniejszych osobowości w podkowiańskim życiu artystycznym. A trzeba tu przypomnieć, że jest to środowisko znaczne i rozległe, tak w sensie ważności jak liczby twórców wszelkich dziedzin. Swoiste zagłębie. Dodam też, bo nie sposób przemilczeć, że tak popularny ‘Podkowiański Magazyn Kulturalny” jest w ogromnej mierze zasługą Zofii Broniek. Jako niemal sąsiad, mając Podkowę Leśną jeśli nie w zasięgu ręki, to przynajmniej niewielkiego spaceru z Brwinowa, liczyłem na to, że prędzej czy później będzie mi danym zobaczyć co pani Zofia ma obecnie do przekazania za pomocą środków plastycznych. I oto 12 kwietnia otwarta została wystawa rysunków i szkiców malarskich artystki w kameralnej galerii na poddaszu domu Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, czyli przesławnym Muzeum na Stawisku. Wraz z koncertem tria Con fuoco (A.Cypryk, K.Drzewiecka, N.Rewakowicz), które wspaniale zagrało utwory F.Schuberta, było to kolejne wydarzenie, w ramach Ogrodu Sztuk i Nauk. Po wielu latach przerwy, zobaczenie prac Zofii Broniek było miłym zaskoczeniem. Rysunki, czyli najzwyklejsza kombinacja papieru, grafitu i gumki, choć sugeruje to zasadniczą skromność środków wyrazowych, są popisem kreacyjnej czułości i wirtuozerii. Zachowało się w nich wiele z tego, co niegdyś przykuwało moją uwagę do grafik pani Zofii, a więc ów „biegunowy” charakter przestrzeni, o silnie zaakcentowanym centrum. Tyle, że dawna zminiaturyzowana ludzkość tłumu została przemieniona w odpryski jakiejś materii, smug i świateł, odśrodkowo wyrzuconych ku nowemu, rozproszonemu bytowaniu. Delikatność przedstawienia działa łagodząco na ‘wybuchowy” dynamizm tych kompozycji, choć nie osłabia siły procesu, jaki przedstawiają. Jest przy tym zachowany tutaj język realnej wizualności. Żadnych abstrakcyjnych łamigłówek, które mogłyby sugerować niezdarne słowa, jakimi usiłuję opisać naturę tych rysunków. Dobrze jest poddać dzieło plastyczne próbie słowa, bo tylko w ten sposób weryfikuje się ranga przesłania artystycznego. Ale wiadomo też, że słowa zawsze zostają nieco w tyle za obrazem i nigdy nie są w stanie objąć go w pełni. I tak jest w tym przypadku. Na szczęście do Muzeum na Stawisku jest bliżej z centrum Warszawy, niż do niejednej dzielnicy – Ursynowa czy Tarchomina – co winien wykorzystać każdy, kto ciekaw jest jak powinien wyglądać współczesny, mistrzowski rysunek, który wbrew ubogim środkom staje się pełnoprawnym i doniosłym dziełem kreacji malarskiej. Należałoby tu jeszcze osobną uwagę poświęcić próbom kolorystycznym, jakie Zofia Broniek włączyła do omawianej wystawy. Akwarelom, gwaszom, podkolorowanym rysunkom. Ale jest to temat na osobną rozprawkę, do której pretekstem stanie się – ufajmy – następna wystawa artystki, której należy jej i sobie życzyć. „Sycyna” Zofia Broniek Galeria Sycyny 25 05 1997


Magdalena Hniedziewicz
z katalogu Zofia Broniek, rysunki Galeria Krytyków POKAZ, 1999, Warszawa


Twórczości Zosi Broniek staram się od lat towarzyszyć...czytaj dalej


Bartłomiej Gutowski
Sztuka religijna, sztuka polityczna, „Pokaz” nr 28 2000


Grażyna Mróz
Jedność w wielości „Tygodnik podhalański” nr 34. 2001
„Pokaz” nr 32/2001 Sylwetki – prezentacje rysunku Galerii Krytyków POKAZ w latach 1998 – 2001


Marzena Kozanecka-Zwierz
z katalogu ZOFIA BRONIEK Rysunek, malarstwo, grafika, Muzeum w Łowiczu 2002

     Zofia Broniek, artystka mieszkająca i tworząca od wielu lat w Podkowie Leśnej pod Warszawą, należy do twórców o ugruntowanej pozycji w środowisku artystycznym. Początek jej twórczości to lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku. Kierunek jej działań był i jest wyborem świadomym, konsekwentnym. Prezentowane na wystawie prace pochodzą z lat 1965 – 2002. Patrząc całościowo na jej twórczość, zauważyć można rozwój artystki, poszukiwanie nowych form dla wyrażanych przez siebie treści. Należy pamiętać, iż jej prace wpisane są w konkretny czas, przedział historyczny. W najwcześniejszych grafikach (litografie, linoryty) z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych widoczna jest reakcja na ówczesną sytuację polityczną w Polsce.(„Manifestacje”1965, ‘Pejzaże miejskie”1965, „Chorągiew”1966, „Trening postaw”1977). Odnajdujemy w nich symbole tamtych lat – Jak na przykład pałac Kultury i Nauki w Warszawie, czy odbitki ulotek. Już same tytuły symbolizują sytuację polityczną w kraju, miejsce jednostki narodu jako masy ludzkiej. W tym momencie twórczości Z. Broniek pojawia się temat, który jest leitmotywem jej kolejnych dokonań. Jest to postać ludzka w znaczeniu jednostki, najczęściej osadzonej w bezimiennym, żyjącym własnym rytmem tłumie. We wcześniejszych grafikach jest to tłum do pewnego stopnia zindywidualizowany,, dostrzec w nim możemy zarysy pojedynczych sylwetek. Tak dzieje się m. in. W pracach: „Skok”(1970), „Pejzaż II”(1971), „Góra”(1982), gdzie całą przestrzeń wypełniają poruszające się, stojące, siedzące blisko siebie postacie, co ważne – zwrócone w jednym kierunku. Istotny jest również fakt, iż nikt z tego ogromnego tłumu nie ogląda się za siebie, nie zachowuje inaczej niż pozostali, wszyscy są wpatrzeni w punkt, który przykuwa ich uwagę – czy jest to kościół na Jasnej Górze przedstawiony na tle czerwonego nieba) ten kolor nie jest przypadkowy), czy też pojedyncza sylwetka skaczącego w przepaść człowieka. Jeżeli artystka decyduje się na bliższe przyjrzenie się jednostce, to mimo wszystko jest ona wciągnięta w system, machinę, jakiś ogólny rytm, bieg m. in. w grafice „Long play’(1971), gdzie kilka postaci porusza się w określonym rytmie, porównanym przez autorkę do ruchu płyty gramofonowej. Z kolei w „Treningu postaw”(1977) pierwszy plan zajmuje pięć skurczonych, klęczących postaci wykonujących dziwne ćwiczenia ze swoim ciałem. Tu również nasuwa się na myśl kontekst historyczny czasów, w których jednostka podporządkowywana była jednej wspólnej sprawie. Wśród grafik znajdują się też prace, gdzie widoczne jest zainteresowanie naturą czy może raczej zafascynowanie siłami w niej tkwiącymi. Dotyczy to m.in. litografii „Próby I”, „Próby II”(1986), „Woda” z cyklu „W drodze”(1990). Ich głównym tematem jest spieniona woda morska, pokazana jako żywioł żyjący własnym życiem. Grafiki te są bardzo malarskie. Późniejsze prace Zofii Broniek, tworzone od połowy lat 80. nabierają charakteru uniwersalnego, globalnego, wręcz kosmicznego. Przedstawiony w nich tłum jawi się teraz jako zbiór plam, punktów przypominających swym kształtem postaci ludzkie. Jednak tym razem jest to jedynie zbiór tych kształtów, które na płaszczyźnie (papier, płótno, tkanina) poruszają się w jednym lub kilku kierunkach. Podobnie jak we wcześniejszych pracach zakorzenionych w konkretnej sytuacji politycznej, tak i w tym przypadku można by zastanowić się – czy otaczający nas obecnie ludzie, ciągle gdzieś spieszący się, goniący za czymś, nie są bezkształtnym zbiorem plamek i punktów widzianych oczyma Zofii Broniek? Prace te często mają charakter nieprzedstawiający. Są jednak dokładnie przemyślanymi kompozycjami, w których widoczna jest przestrzeń oraz ruch. Wartości te uzyskiwane są kredką, ołówkiem, piórkiem, temperą oraz w technice olejnej. Na uwagę zasługują rysunki ołówkiem i temperą tworzone od lat 90., które przedstawiają nieokreśloną, poruszającą się materię kosmiczną. Materia ta żyje, składa się z mniejszych i większych części, które biegną w jednym kierunku, skupiając się w określonym punkcie, rozpraszają się lub rozpadają. W twórczości Zofii Broniek zauważalnych jest kilka tematów, wśród których na plan pierwszy wysuwa się człowiek, osadzony w konkretnym czasie i miejscu. W dokonaniach artystki dostrzec można jeszcze jeden ważny aspekt – kontekst historyczny. Prace zmieniają się wraz ze zmianami zachodzącymi w kraju, świecie, jak również z wiekiem autorki – nabierają dystansu, stając się uniwersalnymi. BOF Wyrosłe z intuicji „Łowicz” 16 09 2002
BOF Ciekawa wystawa w łowickim muzeum „Łowicz” 27 09 2002


Kto jest kim w Polsce
Wydawnictwo Interpress 1984


Andrzej K.Olszewski
Dzieje Sztuki Polskiej 1890 – 1980 w zarysie. Wydawnictwo Interpress Warszawa 1988


Kunstnerliv i Rogaland
.ed.BKRF. Stavanger 1992


Aleksander Wojciechowski
Czas smutku czas nadziei Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe Warszawa 1992


Janina Jaworska
Artyści polscy o Papieżu. Wydawnictwo „Jedność”. Kielce 1997


Dominik Krzysztof Łuszczek
Inspiracje religijne w polskim malarstwie i grafice 1981 – 1991 Wyd. Społeczny Komitet im. Ojca Dominika Łuszczka, 1998
Galeria. Sztuka niezależna w Podkowie Leśnej w latach 1985 –1991. Wydawnictwo Lumen, Podkowa Leśna 1998


Anna Roży
Uczta koneserów „Gazeta wyborcza”/Kielce 21 02 2003


Marian Rumin
Malarstwo czy rysunek? „Ikar”, Kielce, marzec 2003

     (...) Od lat autorka zmaga się z ideą porządkowania i ustrukturalniania form z istoty swej niepowtarzalnych. Jej opowieść o wszechświecie jest opowieścią o zjawiskowości sił sprawczych, które formują nasze otoczenie w swym totalnym wydaniu, dalekim od naszego potocznego widzenia. Rysowanie myśleniem o zjawiskach jest dotykaniem formy jako ich skutków. Okruchy, odpryski form wpisane w trajektorie sił spoza nich zmuszają dzisiejszego widza do zastanowienia się chociażby nad skalą swojego widzenia, własnego świata w biegu postrzeganego. Wprowadzenie matematyczno- geometrycznych struktur papieru milimetrowego jako podłoża do niektórych prac rysunkowych jest wizualnym dopowiedzeniem charakteru przestrzeni, w jakiej dzieją się prezentowane zjawiska i ich autorskie obrazowanie.(...)

GB

An Anthology of reviews of Zofia Broniek's work

(catalogues, books, articles, commentaries, references and reproductions)

Piotr Skrzynecki
“Malarstwo ASP” [Painting at the Academy of Fine Arts], Echo Krakowa, no. 136 (4346), 1960


Maciej Gutowski
“W klubie plastyków” [At the artists’ club], , Dziennik Polski, Oct. 10-11, 1965


Maciej Gutowski
“Prace konkursowe w Domu Plastyków” [Entries at the competition held at the Artists’ House], Dziennik Polski, 1965


Maciej Gutowski
“Dwudziestolecie Liceum Plastycznego” [The Artistic High School’s 20th anniversary], Dziennik Polski no. 126, May 29, 1966


Piotr Krakowski
in the catalogueBroniek, Maryjowska, Szyszko, 1966


Maciej Gutowski
“Młodzi w Krzysztoforach” [The young people at Krakow’s art gallery “Krzysztofory”], "Dziennik Polski", March 13, 1966

     […] Zofia Broniek creates compositions on a basis resembling that of a deck of cards. She builds the planes of an image via covering it with a row of veritable seals, perhaps markings or traces of non-existent objects. She beautifully wields color and the esthetic value of her paintings. Her compositions are constructed with maturity. Her art evinces both a clear lyricism and monumentalness, an element of mystery, a pronounced rhythmic activity […]


Stanisław Ledóchowski
“Między Krzysztoforami a Zachętą” [Between Krakow’s art gallery “Krzysztofory” and Warsaw’s “Zachęta”], Kultura, March 27, 1966


Tadeusz Chrzanowski
“Szwedzi i debiuty” [Swedes and débuts], Tygodnik Powszechny, no. 896 March 27, 1966


Jerzy Madeyski
“Mieszanka krakowska” [Cracovian potpourri], Życie literackie no. 740, 1966


Leszek Walicki
“Wystawy miesiąca” [Exhibitions of the month], Gazeta krakowska no. 72 (5629)


Maciej Gutowski
“W Pałacu Sztuki” [In the Palace of Art]„Dziennik Polski” 1967


Janusz Bogucki
Introduction to the catalogue entitled: Malarstwo, Zofia Broniek, Jarosław Kozłowski, Janusz Orbitowski, Zbigniew Warpechowski [Painting, Zofia Broniek, Jarosław Kozłowski, Janusz Orbitowski, Zbigniew Warpechowski], Galeria Współczesna, Warsaw 1968

     […] Zofia Broniek’s painting plays on the imagination via its conjunction of a regular, rhythmicized layout of particles on a plane with their vibrant, biological form, one that conjures illusions of space and lumpiness. Upon the smooth surface of the painting those forms – whether identical or in kindred shape – often possess a doubled clumpiness: they literally create relief as three-dimensional elements anchored to the canvas. Moreover, the spots that resemble cast shadows model their appearance with a painting illusion; this makes them similar to objects from natural scenery viewed from above in the bright light of day. In some of Broniek’s works the diversified size of relief forms marshaled in perspective in the depths of the painting creates an illusion of space that asserts itself over and against the flatness of the background. This life of forms, a life subtle at the same time as it is rife with suggestive expression, seems to entail the relation of imagination sensitively penetrating our visible world, its shapes, spaces, and light […]


Ignacy Witz
“Przechadzka malarska” [Painting, peripatetically] , Życie Warszawy, Sept. 1, 1968


Giuseppe Marchiori
„Il resto del Carlino”, from the catalogue Premio dei Colli. Este 1968


Maciej Gutowski
“Krakowscy artyści we Włoszech” [Cracovian artists in Italy], Dziennik Polski, 1968
Koszalińskie plenary 1963-1968, [Plein-air in Koszalin 1963-1968], Zachęta Art Gallery, 1968 (list of participants).


Jacek Buszyński
article in the catalogue Zofia Broniek, Galeria Desa, Kraków 1969


Piotr Skrzynecki
“Obiekty odległe – Zofia Broniek” [Zofia Broniek’s “Distant Objects”], Echo Krakowa, 1969

     […] This is the second individual exhibition of the Cracovian painter in our city and it embraces the series entitled “Obiekty odległe” [Distant Objects]. Her techniques are oil and vinavil [a water-based glue mixed in with paints, similar to today’s vicol]. The artist presents nine “distant objects” and six lithographs […]. Despite their restrained artistic effects, Zofia Broniek’s paintings are extraordinary. Their backgrounds are generally uniform: white, gray, rose – on their planes the artist layers forms of various size in the color of the background or ones that correspond with their grayness, rose, or whitesomeness. These forms - lumpy, gnarly – in some paintings are scattered about as if captured in motion. In other compositions they are ordered in rows whether sparse or dense. Broniek completes her paintings with washes of color (orange, red, blue). The spots are veritable shadows of the forms applied to the planes. Zofia Broniek’s compositions are dependent on the light that falls from outside. Their radiance changes in accord with the direction of lighting. They are ordered, and are a contemplation of white and grayness. Balance and radiance is their dominant issue […]


Maciej Gutowski
“Wystawa Zofii Broniek w Desie” [Zofia Broniek’s exhibition at the Desa Gallery], Dziennik Polski, February 18, 1969

     At the Desa Gallery on Jan street an exhibition has been opened of the painting and graphics of Zofia Broniek. Broniek, a graduate of the Academy in Kraków from just a few years back, is one of the most talented Polish artists of the youngest generation and – thanks to her presence in both collective exhibitions and the individual one she had a couple years ago at the Krzysztofory Gallery – her work is quite well known. The paintings of Zofia Broniek on show at the Desa Gallery come from the most recent period of her creative work. They comprise a homogenous series with a defined concept and are to be distinguished from the works she displayed at her first individual showing. On the planes of the background – whether smooth or divided into geometric rows – are found bubbly relief forms with a fluid, free contour. These forms – differing, though of one ilk – are composed into complex rhythms. Sometimes they coalesce, sometimes thin out, always making a whole whose superficially rigid geometrical quality is subordinated to another organic principle of shaping. Their factual convexity is also stressed and artificially increased by sketched shading arisen as if by marking out a shadow cast by strong side light. In this way these forms possess a dual spatiality – illusory and real: a real one via its true thickness and illusory via its suggestiveness of a more profound depth than the factual, though painted, shadowing. The space thus created imbues the works of Zofia Broniek with a unique character. They become more monumental and can be associated with vast urban landscapes seen from a peculiar angle or, to venture more daring metaphors, with market squares or streets filled with people. But these metaphorical references do not here seem the most important. What is of greater essence is perhaps the conjunction of two types of space, of elements of the concrete and of illusion. These works are restrained, meticulous, exacting, perhaps even evincing a streak of estheticism. Zofia Broniek’s lithographs are altogether literal. In a similarly conceived complex space, and with a similar finesse in treating form, unequivocal figurative elements appear in her work – first and foremost human figures. They possess a defined thematic and substantive accent, at times not without a dash of bitter irony, as is the case in the series “Zauważonych” [The noticed ones], people standing out from the crowd – one of whom (“Zauważony III” – The one noticed III) is that of a repeated figure drawn with mere vertical stripes that at once bring to mind a prison uniform. Both the lithographs and the paintings done by Zofia Broniek possess features of an unequivocal, clear concept, of conscious choice – expressed throughout with restraint and dignity.


Maciej Gutowski
Krakowskie malarstwo i rzeżba w galerii Pryzmat [Cracovian painting and sculpture at the Pryzmat Gallery], Dziennik Polski, no. 150, 1969


Antoni Dzieduszycki
“Recenzja z konkursem” [A review from the competition], Echo Krakowa, no. 264 (7519) Oct. 29, 1969


Maciej Gutowski
“Wystawa Grupy Krakowskiej” [The Kraków Group’s exhibition], Dziennik Polski, 1969


Antoni Dzieduszycki
“Koniec chudych dni” [The end of days of lean], Echo Krakowa, 1969

     […] The several exhibitions I have seen of paintings by Zofia Broniek have coalesced into a single vision of the world seen from a great height – a vision of planes covered with convex forms (people? mountains? edifices?) that cast strong and sharp shadows grouped in concentric circles or in rows. Broniek has already displayed one of these paintings in the “Krzysztofory” art gallery in Kraków. And now we behold alongside that one a series of drawings – ones unexpectedly distinct and filled with tiny figures of people (likewise in Broniek’s telltale view from above) that are portrayed running, fleeing, and in pursuit. It is a nameless crowd whence the artist suddenly lifts a single figure or face shown as if in a police photograph from a wanted list. The titles “Zauważeni” [The noticed ones] and “Zauważony” [The one noticed] confirm our haunting supposition as to the drama of the events presented and of the brutal facts that we can but surmise. Broniek has conjoined in these works her earlier experience with optic art together with means of expression belonging to the genre of pop-art. The result she has achieved is simply outstanding […]


Antoni Dzieduszycki
“Żeby jeszcze malować umieli” [O, that they knew how to paint], Odra, November 1970.


Andrzej Osęka
“Człowiek i tłum” [The individual and the crowd], Kultura, September 26, 1971

     More and more has it become clear that contemporary artists do not really know how to paint, draw, or sculpt the human face. They resort to substitute methods and reach for photographs, castings, conventions from comics, advertisements. As if the human face has somehow dissolved in their imagination, lost its contours, and individual features. This phenomenon cannot, in my view, be easily explained. It stems from the very evolution of form in art, from the decades-long reigning a priori attitude toward reality, be it armed in whatever avant-garde dogma for the moment in fashion. On the other hand, however, it is certainly not without meaning that what remains here is an evolution of interpersonal relations, their increasing superficiality, and the widely described by sociologists and novelists alienation of the individual in the big cities, in the crowd. Interest in the fate of the human individual sometimes emerges in a form altogether paradoxical – as interest in the person from the crowd, the figure lost in the crowd who in no wise stands out from it. This set of issues is dealt with in Spain by Genoves – and in Poland by Zofia Broniek in her graphic art. But whereas Genoves’ art is already enclosed within an adept and estheticized formula, that of Zofia Broniek still remains heterogeneous, evinces disquietude, and – as all would indicate – retains an pronounced honesty in regard to the matter it addresses. The drawings and paintings of Zofia Broniek are now on display in the basement of the Galeria Współczesna [Modern Art Gallery]. And if an individual person appears herein, it is only as an anonymous figure deprived of any and all individual features, as a stereotype of the bust, a stereotype of the profile at times completed not with a body, but with matter ostentatiously non-living, with something reminiscent of a defensive network Most often the human person appears together with others – in a crowd, as an element of a greater whole, a supra-system. These figures are not really distinguished one from the next. Indeed, one may well surmise that they are but one and the same figure replicated and seen in sundry phases of movement. Fascination with the crowd has a venerable history in art. At once to mind comes futurism and its telltale infatuation with impetus and volume – included in which is the impetus and volume of human masses. This recalls Léger, who delightedly wrote of mass athletic games, of thousands and tens of thousands of torsos, arms, and legs all moving in one rhythm. From the art of old one need also mention paintings of battles, scenes of ceremonious processions, and the angelic choirs of Fra Angelico. The crowd in Zofia Broniek’s graphic art is something different. It looms not as an integrated system but as a system crumbling. The crowd is plagued and rent. It recalls photos of riots taken down from the upper shelves – with outlines scattered on the plane of a street, outlines seething and fleeing. Interest in the crowd basically remains in contradiction with the romantic notion. Romanticism turns toward the individual raised above the crowd, and indeed, poised against it. Kierkegaard, a romantic, an existentialist, wrote that the truth is always on the side of the individual, never the crowd. The romantic poets placed their heroes high and commanded them to wander alone among the ruins on high. Despite appearances, perhaps even despite Zofia Broniek’s own premises, her art bears many romantic qualities. Space in some menacing, tempestuous – it recalls the stormy spaces of Delacroix And again, we find a juxtaposition of the individual and the crowd. Within the crowd is the lone outline of a falling (perhaps fallen) man. All gaze on, angling forward – and yet no one comes forward to help. Yet more often another phenomenon ensues – that of certain features of the romantic hero transmitted to the collective. The crowd is marked with suffering and disquietude. Its rhythm is arid, mechanical – like the rhythm of little screws being dumped from a box – and yet it expresses panic, trepidation, a mix of pain and hollowness. “Expresses” – or perhaps announces? I still am not sure how much of Broniek’s message stems from direct experience (whether the artist’s or the recipient’s), and how much it entails a hearkening to certain stereotypes. Let’s return to comparisons with older styles of painting, ones that included not only angelic hosts, but also hordes of the condemned, legions of tiny figures descending into Hell in a fitful rhythm. Those legions referred to a certain point in the canons of faith: mass banishment to Hell as the wages of sin. In the overwhelming majority of medieval triptychs somewhere in the background there had to be a scene of just such a collective descent into Hell. Ever more often in modern canons of faith is there the motif of the diversely unhappy “Lonely Crowd”, the motif of the human individual multiplied and metamorphosed into a stereotype which – in spite of that fact, or perhaps because of it – was tragic and consumed by panic. Zofia Broniek counts among those artists who endeavor to express the tragic element of the human stereotype. From the romantic point of view this is a contradictio in adiecto: only the individual conscious of their uniqueness can be called ‘tragic’. I myself share (and I likely always will) that romantic perspective. But I allow that this cannot be the one and only truth. However, in searching for means of expressing the tragic of the human stereotype it is all too easy to fall into the trap of stereotype, into the construction of rhetorical figures. And then the circle closes. Instead of breaking free from the void, the artist simply multiplies it.


Irena Jakimowicz
Irena Jakimowicz, “Grafika polska po II wojnie światowej” [Polish postwar graphic art], Zeszyty CBWA, Warszawa 1972


Adam Kotula, Piotr Krakowski
“Malarstwo Rzeźba Architektura” [Painting, sculpture, architecture], Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1972
Słownik artystów plastyków, słownik biograficzny [The dictionary of Polish artists: a biographical dictionary]. Wyd. Okręg Warszawski ZPAP, Warszawa 1972


Roland Fischer Peintres
“Peintres – Graveurs de Pologne”, L Alsace, May 28, 1972


Maria Madeleine Wallach
“Exposition des jeunes peintres-graveurs polonais a la Bibliotheque Municipale”, Dernieres Nouvelles d Alsace, May 29, 1972
Zofia Broniek, "Polska", March 1972


Ksawery Piwocki
“Polska grafika artystyczna”, Projekt, 2/87, 1972


Torsten Bergmark
“Polsk Allvar”, Dagens Nyheter, Stockholm, Oct. 7, 1973


Laureano Muñoz Viñaráz
Tres artistos polacos en Galeria Aritza Arte. Bilbao 12. 1973

     (...) Grafiki Zofii Broniek, (...) bezsprzecznie dowodzą pewności ręki autorki, urzekają niespotykanym wyczuciem arabeski i rytmu. Bez względu na różnorodność prezentowanych stylów, wszystko jedno , czy mamy do czynienia z barokową kompozycją, dynamicznie rozwijającymi się gotyckimi liniami, czy z otwarciem na czysto plastyczną opozycję plam i bieli, wspólnym mianownikiem całej twórczości autorki jest perfekcyjne opanowanie techniki.


M.J.A.
Tres artistas polacos, en Aritza.”El correo español – El pueblo vasco 5. 12 1973


M.J.A.
J.de B. Tres aristos polacos en Aritza Bilbao, 12 1973


M.J.Gandariasbeitia
“Primera Exposicion de artistos polacos en España” Viscaya, Dec. 12, 1973
“Polsk grafiker i Koloritten”, Stavanger Aftenblad, August 8, 1975
The UNESCO Courier, 11 1975


Irena Jakimowicz
Współczesna grafika polska [Contemporary Polish graphic arts] Wydawnictwo Arkady, Warszawa 1975


Agnieszka Panecka
in the catalogue Wystawy indywidualne grafiki w warszawskich zakładach pracy [Individual graphic art in the Varsovian workplace], MKiS, CBWA, 1975 – 1976

     In its pursuit of direct relevance to reality and its problems, the contemporary fine arts are becoming ever more individualistic and bespeak the sensitivity of the artist engaged in matters of the utmost importance for our civilization. The set of lithographs by Zofia Broniek is a wonderful example of the new examination of questions concerning human existence. It is an art arisen from observation, reflection, and disquietude. The center of Broniek’s interest is the person – the nameless, faceless person. The representative of the “Lonely Crowd” who looms from that crowd. Broniek’s works are a shocking memento, a veritable summons to gravity. For how else can one treat “Portret A” – a portrait which is not (and cannot be?) a portrait in the full sense of the word – a countenance concealed by a web of human entanglements dominant in the image of today’s homo sapiens. Are we to seek out the key to disentangling the symbolism of those figures in a web of the snared, a web of the lost? This is not a joyful vision – but neither can one deny its pertinence. Broniek the artist offers no solution – her task is that of issuing a warning. In order to emphasize her distance toward the problems she takes up, Broniek generally composes her works in a perspectivist grasp from above, one that heightens the accuracy of her observations – as well as her own objectivism. But the very treatment of this ever so pressing issue testifies to the artist’s profound concern over the victorious march of anonymity, over the absorption of the individual by the racing, undifferentiated crowd. Randomly, as it would seem, Broniek extracts from that thallus and draws us near to a figure or a face “noticed”. And yet so little was required that he pass unnoticed. For he is but one of a myriad of tiny, scurrying figures focused on a distant objective. Perhaps he will manage to attain his end – perhaps it will entail a leap from a crowd into another crowd? Or perhaps it will be the drama of a person faceless vis-à-vis the ever so many who are similar to him, persons too much in a rush to notice anything at all beyond their own activity, persons milling in a circle to the monotonous rhythm of an LP, altogether unaware of the fact that they are just spinning? Zofia Broniek’s tiny figures so similar one to another resemble ants observed from high above. Ants absorbed with their hustling and bustling, ones incapable of separating themselves from their interminable chore. Ever in motion, ever in a universal race. Oft’times pushing each other aside, figures with blurred, nebulous contours scrambling onward, ever farther. Behind them, perspective, geometricized darkness, closedness – impeccable, outright terrifying in its void and perfection. Before them, there can be no doubt, that same endless road – one vanquished by … leaders. A throng of leaders. Figures from the thronged arena of life. Always petite, anonymous, determined in their uninterrupted, all-encompassing undertaking. And only those figures – driving on from void to void – ever alongside each other, though never joined in common effort or aim, scattering or zeroing in on that same central point. A point ill-defined. Perhaps the goal is less important compared to their unyielding quest – or perhaps it is simply too obtuse to define? Perhaps it does not really even exist? Or perhaps the quintessence of the mechanized technology of our reality, one subordinated to the race against time – the very symbol of the age we live in – is that of the “calling cards” Broniek proposes?! Broniek conveys to us her disquietude as spawned by the dehumanization of the contemporary world, by the omnipresent apathy and vanishing of individual features in favor of the crushing, irresistibly racing herd. From the images arisen in Broniek’s atelier looms a question distressing in its artistic form: Whither ye hasten? Who be ye?! These are themes that this artist grasps in a shape that exactingly corresponds to the weight of the matter. She upholds her work in a contrastive dance of white and black, here and again softening their rawness with shades of gray. She creates compact, approachable compositions striking in the poignancy of her observations and marvelous craftsmanship. One simply cannot pass by these works unmoved. One cannot but give pause to their warning call.


Jacek Buszyński
article in the catalogue Zofia Broniek, BWA, Toruń 1976

     Light and white. At each of Zofia Broniek’s exhibitions, regardless of her use of colors and shades of black, we find ourselves in the realm of light and white. Light is essential for extracting relief on paintings, and white is the background and basic color in regard to its function. On white the shading contrasts of the relief gain in sharpness, a spot of color delineates and a expressed line emerges. One would like to speak of clean white spaces similar to those that inform, instruct, or serve as a graph for scientific findings. What strikes is the simplicity of deploying elements on a plane, their rhythmic composition, their recognizable axes, and the defined and clear order of the emerging shapes, ones convex, painted, and drawn. At first glance the background of the plane does not seem to interact with the shapes placed on it. Zofia Broniek treats the surface of her painting work as a place where the transformation of abstracted shapes is demonstrated in an utmostly lucid order and preordained sequence. The viewer should well associate said shapes with each other and interpret them. Thus, we are presented with a lecture, as it were – one coolly considered – a veritable “introduction to morphology”. A lecture on the metamorphosis of shape and the varieties of viewing that shape. The existence of shape and its perception. In the paintings from the series “Ślady” [Traces], just as in the long recurring theme “Przejście dla pieszych” [Crosswalk], we recognize the outlines of people who emerge from the plane at once infused into it – in step with observance ever more predictable and complete. In rhythmic repetitions the silhouettes, outlines, and fragments gain in their obviousness, only to soon again vanish and crumble. Before our very eyes the figure of the person transforms, shades and spots of lights overlap each other – and the painted outlines placed in relief pervade him, destroy him, and again take back the reality only just achieved. What follows is a game of silhouettes of the same figure passing by and passed by – then unanticipated substitutions, deformations, and contradictions between the convex and the painted outline of the same figure. We observe impossible to define proportions and aspects of the same form. The identity of these, after all clearly shown shapes evades us. Is this a game of hide and seek? A frolic through drawn, painted, and sculpted puzzles? On these “opinion billboards” is there truly no revealing of the artist’s opinion? The unrecognizable figure of the person. It can be no accident that the motif of these transformations is the human figure. It is the figure of the human in motion – we see gestures and we recognize their character. These are outlines of people running, going somewhere – we fathom the most mundane of their bodies’ motions and their dramatic gestures, ones so full of expression, of their trials. These figures show themselves to us in flashes, in incomplete phases. We take in just a fragment. At first we sense that in but an instant a person in all his being and expression will loom from these fragments, but then, a second later and in another place that same outline of the human silhouette dissolves or disappears. There are but pieces of the whole, some kind of ersatz wisps of the full image of the person. We know and we see that everywhere there appears a figure familiar to us, as if in freeze-frame, but each time he evades our full grasp, he deludes us and we let ourselves be deluded again. The figure of the human – something of all the shapes of nature closest to us, and the one we have most tamed – is unrecognizable. Zofia Broniek discreetly and with the distance of her convention of “opinion billboard” conveys her sense of the mutability of shapes. She speaks of the non-existence of an unequivocal image of the human. In using only visual and tactile forms, remaining in the realm of artistic expression, Broniek leads us into a kind of sadness and a feeling of helplessness. She speaks of the relativity of cognition, of the relativity of the unfathomable phenomenon that is the human – and we ourselves one to another. A phenomenon fleeting and incomplete – we are made up of appearances, outlines, shadow, and fragments. And perhaps this in sufficient and in accord with our perspective and our memory?


Fredrik Koch
Sosial arbeid er ogsa kulturarbeid”, Stavanger Aftenblad, Dec. 4, 1981


Lars Chr.Sande
“Et hopp ut i folke – havet og verdens nød”, Rogaland Avis, Dec. 1981


Fredrik Koch
“Individet og flokken. Den polske kunstner Zofia Broniek i Kunstforeningen”, Stavanger Aftenblad, Sept. 23, 1982


Trond Borgen
“Uten helhet”, Stavanger Aftenblad, Oct. 1984


Magdalena Hniedziewicz
“Refleksje o wystawie” [Reflections on an exhibition], unpublished paper presented at VI Tydzień Kultury Chrześcijańskiej [The VI Annual Week of Christian Culture], Toruń, 1987

     The rhythm of writings on works of art is often strangely composed. Sometimes it is easy to write about something that does not excite much delight, but one spends long hours over a page when an occasion offers itself to write about artistic work that truly, not only superficially is to one’s liking – about work that one deeply feels and fondly returns to in reflection This is what I experienced from contact with the drawings of Zofia Broniek. Zofia and I spent half a day in her atelier in Podkowa Leśna in the forest south of Warsaw, first reviewing her work, then selecting pieces for the current exhibition – and later simply talking. Throughout that time her art kept us company. Laid out on the floor, hanging on the walls, and propped up against them. They beckoned attention and I returned to them time and again feeling pleased that Zofia wasn’t putting them away. I liked them enormously. Both their exterior, purely physical beauty, their lightness and subtlety in dealing with the contrast of black and white, their rhythms developing in cosmic nebulae and spirals, their rhythms racing off into the depth of a space so vast, so all-encompassing… Ah, that space – and tiny multiplying human figures. Silhouettes but lightly individualized – ones in motion, in outline. Multiplying people – but no crowd. And that is what seemed to me to be extraordinarily important in Zofia Broniek’s drawings – not only in her most recent works, but throughout all of them. Works that over the years are imbued with similar, though variously conceived motifs – that people do not meld into a crowd. Even when there are many of them, very many of them, they retain their individuality and do not dissolve into the throng. These people are impacted by certain powers, ones left undefined and that are adapted in Broniek’s works into a simple and laconic artistic symbol. The compositional design, the straight line intervening as a foreign intrusion… These drawings, as with the series of landscapes that represent the personal response and artistic digestion of Norwegian landscapes, might at first glance seem altogether abstract – but that is not the case. Rather, it is a sublimation taken to a very distant point and, at the same time, a simplifying of form that imbues Broniek’s work with such unique quality. And indeed, it is a quality so general, that the viewer feels outright compelled to surmise their own interpretations. Not to interpret meanings, for one feels here that not they are of highest relevance, but rather sheer reflection as if on the margins of these works, in their presence and under their influence. The graphic works (of which several are being shown at this exhibition) are only superficially different. The individual outlines there to be seen in convoluted poses are an acute and ironic commentary on a concrete reality. A commentary that does not refer to a specific event, but to a whole gamut of events – and in a way that generalizes them and captures them in a concise artistic semiology. Nonetheless, at the same time they are a magnified fragment – among the people assembled on Broniek’s drawings, people racing somewhere, subjected to sundry forces, even such figures could be found. However, the forces that have so grotesquely and tragically contorted them could also have impacted those people. I wrote at the outset that it is hard for me to write about the work of Zofia Broniek. For neither the fixed formulas drawn from the language of criticism nor the expert argot and concepts suit them. I have the impression that to describe them in reliance on those categories would impoverish them, eviscerate them. And indeed – perhaps one should never write about art, especially about good art, using hackneyed formulas.


Fredrik Koch
“Polsk gjest i Galleri BKF. Zofia Broniek stiller ut grafikk med kosmiske dimensjoner”, Stavanger Aftenblad, March 8, 1988


Tormod Eikill
“Fra Zofias skissebok”, Rogalands Avis, March 8, 1988


Trond Borgen
“Tegnets eget liv.Zofia Broniek i Galleri BKF” (“Życie znaków własne” – The intrinsic life of signs) Stavanger Aftenblad, August 16, 1988


Magdalena Hniedziewicz
introduction to the catalogue Zofia Broniek rysunek, grafika [Zofia Broniek: drawings and graphics], Galeria krytyków POKAZ, Warszawa 1990

     Tales about the universe? Universes? Swirling spaces, distant centers. The white of the void and the darkening condensation of signs. Under close examination we perceive people in them, tens, hundreds of human figures – anonymous, similar, diverse, swept up in a stampede not of their own choosing, directed by an unknown and external force. The scattering, thinning out – and then condensing pulsation of matter. The enormous force shaping with irresistible consequence the worlds arising in the artists’ imagination and transposed to paper. Zofia Broniek provides us with no hints in her art and suggests nothing. Nor does she simplify anything. For that nucleus, that compacted epicenter drawing in everything may not even exist. And perhaps it is not people we see, but abstract symbols – just fleeting matter that somehow took concrete form if for an instant, randomly, to then spin in space. For one thing in Broniek’s art is changeless and certain – there is space, there is matter, and there is motion. All else is additional, an augmentation by no means necessary, one that clarifies little, and specifies less. It’s an augmentation, a buttress for our imagination, the way she bequeaths symbols with human shape. It’s an augmentation, the landscape she construes, the suggestion of a landscape. One’s excited imagination roams on the edges of tenuous associations, in images suddenly discerned or already lost, in suggestions so remote, so subtle, that they open realms for the most extensive interpretations. How to define it? How to categorize it? Abstraction? “There is no art that is truly abstract”, states Zofia Broniek, and when we gaze upon her drawings and graphic art it is hard not to agree with her. Expressionism? Perhaps hers could be dubbed an expressionist creative oeuvre, if not for the stern rigor – both intellectual and formal – that Broniek the artist imposes upon herself and consistently upholds. The seemingly free, almost happenstance character of what might otherwise strike as impulsive drawings is in fact something profoundly considered, composed, and created with veritable oriental patience and precision. And it is something ceaselessly subjected to critical, eminently rational judgement. Symbolism? Perhaps, but that the signs are not to be interpreted as symbols. They do not substitute for concepts – they create them. They create worlds non-existent – but conceivably real. First and foremost they create our own thinking and sensitivity. By means of her art Zofia Broniek transports us into regions truly cosmic and she does so in reliance upon means as simple and as restrained as possible. Through the aid of black and white, through the aid of the simplest (indeed deprived of their own value) signs, she constructs a cosmos, summons the very core of existence, and confronts the primordial mystery. Broniek presents being in a virtually crystalline form, purified of concretization, anecdote, and symbolism. Faced with such art the critic becomes helpless. How to speak and write about such a condensation, such a tension, about visions that race so far ahead, without sliding into bromides and the hyperbole of philosophizing? How not to limit, not to trivialize what in this art is most significant – and yet what defies all definition and all concretization? One can and should speak about the formal qualities of Zofia Broniek’s drawings and graphic art. About the compositional tensions she conducts according to a range of principles, albeit always with consistence and precision. About the accuracy of the way she wields the changeable congestion of signs that create tensions not only compositional, but emotional, as well. About the precision attained by means of just black and white, about the way they are rendered with just artistry, about the suggestion of shapes never fully enunciated. One can speak of the subtlety and radiance of a seldom used color that builds space and builds an atmosphere. All of this is in Zofia Broniek’s creative oeuvre, and it is important – even though it is a packaging, a means of imbuing materiality to what in non-material, to what in fact cannot be expressed by material means. At the same time, Zofia Broniek is altogether concrete in her work. This was to be seen in the large series of her “war” graphics, where what appeared was a sign at once readable, obvious, hearkening to shared concepts and the shared, longstanding tradition of symbolism. It is an art arising from a concrete situation and one that bespeaks that situation. At the same time it is based on the vast oeuvre of Mediterranean culture. Colored with concreteness, as well as philosophical generalization. It is simply commanding in the way in taps the symbolic substrata within us. It bespeaks exigency not only in the specific place and time of Poland’s period of Martial Law from 1981 to 1983, for it also bespeaks the exigency found throughout the logic of Zofia Broniek’s artistic achievements.


Zofia Broniek, Magdalena Hniedziewicz
in lieu of an introduction to the catalogue, Zofia Broniek, rysunki i grafiki z lat 1984 –1991 [Zofia Broniek, drawings and graphic work, 1984 – 1991], Galeria Pryzmat, Kraków, 1991
Cricot 2: Grupa Krakowska i Galeria Krzysztofory w latach 1960 – 1970 [Cricot 2: The Cracovian Group and the Krzysztofory Gallery 1960 – 1970] Stow. Artystyczne Grupa Krakowska, Kraków 1991


Magdalena Hniedziewicz
“Zofia Broniek”, Życie Warszawy, (from the daily section “Galeria Życia”), August 8 – 12, 1994

     From the tiny, alternately condensing, then scattering signs arise cosmic spaces, whirling galaxies, the world takes on forms, chaos submits to order. The pulsation of matter. The traces of a commanding force with irresistible consequence shaping worlds arisen from artistic imagination. The signs that comprise those worlds sometimes become human figures. This is a cue, a prop for our imagination. Or perhaps also a shield against the too onerous weight of ultimate questions, metaphysics, cosmic space, and whirling galaxies? An attempt to subjugate that which exceeds imagination via referencing to the human scale? Zofia Broniek transports us by means of her art so humble and discreet, to regions that are truly cosmic. And she does so in reliance upon the simplest of artistic means. A sheet of paper, a gingerly hanging canvas, ink, pencil. The simplest signs whose configuration implies movement, and whose density creates a game of light and darkness – this suffices to arrive at the very core of existence, to the fundamental mystery of existence. Her precise compositions built with a veritable oriental patience possess their own rhythm and tasteful beauty. They are dynamic, imbued with internal movement, thrust, and spiraling – and yet they boast an anodyne quality, incline us to quietude, to contemplation, and to reflection.


Piotr Mitzner
“Zofia Broniek”, introduction to the catalogue Galeria Parawany, Podkowa Leśna 1995


Henryk Waniek
“Rysunki w ogrodzie sztuk i nauk”, Sycyna, May 25, 1997 Sycyna, Zofia Broniek, Galeria Sycyny May 25, 1997


Magdalena Hniedziewicz
from the catalogue Zofia Broniek, rysunki [Zofia Broniek: drawings], Galeria Krytyków POKAZ, Warszawa 1999.


Bartłomiej Gutowski
“Sztuka religijna, sztuka polityczna” [Religious art, political art], Pokaz nr 28, 2000


Grażyna Mróz
Jedność w wielości [Unity in plurality], Tygodnik podhalański, nr 34. 2001
„Pokaz” nr 32/2001 Sylwetki – prezentacje rysunku Galerii Krytyków POKAZ w latach 1998 – 2001


Marzena Kozanecka-Zwierz
from the catalogue ZOFIA BRONIEK Rysunek, malarstwo, grafika [ZOFIA BRONIEK: drawings, paintings, graphic art], The Łowicz City Museum, 2002

     Zofia Broniek, an artist who has been living and creating for years in Podkowa Leśna outside Warsaw, counts among those artists who have an acclaimed standing in the artistic world. The beginnings of her work reach back to the 1960s. The thrust of her endeavors was and remains a conscious and consequent choice. The works presented at this exhibition come from the period of 1965 to 2002. When we take in her achievements in this grand sweep we can discern the artist’s development, her quest for new forms for the themes she seeks to express. We need remember that her works are to be ascribed to a specific time, a defined historical period. In her earliest graphic works (lithographs, linoleum prints) from the 1960s and 1970s we see her reaction to that period’s political situation in Poland (“Manifestacja” [Protest], 1965; “Pejzaże miejskie” [Urban landscapes], 1965; “Chorągiew” [The standard], 1966; “Trening postaw” [Training attitudes], 1977. We find in them symbols from those years – for instance, Warsaw’s Stalin-gothic Palace of Culture and Science or copies of pamphlets. Their very titles symbolize the political situation in Poland, the place of the individual nation as a human collective. Here the art of Zofia Broniek evinces a theme that is the leitmotiv of her subsequent attainments. This is the human figure as an individuum, typically situated in a nameless crowd pursuing its our rhythm. In her earliest works this is a crowd that to some degree is individualized; we may perceive in it the outlines of individual figures. And that is the case, for instance, in such works as “Skok” [The leap] 1970, “Pejzaż II [Landscape II] 1971, “Góra” [The mountain] 1982, where the entire space is filled with figures moving, standing, seated beside each other – and, significantly, facing in a single direction. Also relevant is that fact that no one from the enormous crowd looks about, no one behaves differently that the rest. All are focused on a point that rivets their attention – whether it is the national shrine “Jasna Góra” in Częstochowa presented against a backdrop of red sky (that color by no means accidental), or the individual figure leaping into the chasm of the person. If the artist decides to more closely examine the individual, then despite all that the figure is drawn into a system, a machine, some general rhythm or race. This is what we see in “Long play” (1971), where several figures move in a defined rhythm, one the artist compares to the movement of an LP. In “Trening postaw” [Training attitudes] (1977), in turn, the foreground is occupied by five shriveled, kneeling figures performing peculiar exercises with their bodies. Here, too, we reflect on the historical context of those times, ones when the individual was subsumed within a single common matter. Among these works of graphic art there are also pieces where we witness an interest in nature – or perhaps rather with the forces that make their abode therein. This pertains, for example, to the lithographs ‘Próby I” [Attempts I], “Próby II” [Attempts II] (1986), and to “Woda” [Water] from the series “W drodze” [On the way] (1990). Their main theme that of a frothing, foaming sea shown as an element living its own life. These works of graphic art are very much tantamount to paintings. Zofia Broniek’s later works – namely, those created since the mid 1980s – gain in their universal character, their veritable global or even cosmic character. The crowd they present here looms as a set of spots, points in their shape resembling human figures. This time, however, this is but a collection of such shapes, ones that move about on the plane (paper, canvas, textile) in but one or just several directions. Similarly as in her earlier works, ones stemming from a specific political situation, so in this case may we ponder the question: are not the people surrounding us, people ever racing on, pursuing whatever it is they do, not simply an amorphous collection of spots and points seen in Zofia Broniek’s eyes? These works oft’times have an elusive character. Notwithstanding that, they are precisely considered compositions that show space as motion. These attributes are achieved by chalk, pencil, pen, tempera, and in oil. Noteworthy are the pencil and tempera drawings she has created since the 1990s, for they evince an ill-defined swirling cosmic matter. This matter lives and is composed of smaller and larger components that drive on in a single direction, focusing on a defined point, as they scatter or dissipate… Zofia Broniek’s works display several themes, among them is the human (situated in a concrete time and place) moving to the foreground. In this artist’s oeuvre we discern perhaps one other important aspect – that of the historical context. Broniek’s works change together with the changes underway in Poland, in the world, and in sync with the artist’s years – they acquire distance and become universal.
BOF “Ciekawa wystawa w łowickim museum” [An intriguing exhibition at the Łowicz City Museum], Łowicz, Sept. 27, 2002


Anna Roży
“Uczta koneserów” [A banquet for connoisseurs], Gazeta Wyborcza, Kielce Frebruary 21, 2003


Irena Jakimowicz
Współczesna grafika polska Wydawnictwo Arkady, Warszawa 1975
Wydawnictwo Interpress 1984 Kto jest kim w Polsce


Andrzej K.Olszewski
Dzieje Sztuki Polskiej 1890 – 1980 w zarysie. Wydawnictwo Interpress Warszawa 1988


Kunstnerliv i Rogaland
.ed.BKRF. Stavanger 1992


Aleksander Wojciechowski
Czas smutku czas nadziei Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe Warszawa 1992


Janina Jaworska
Artyści polscy o Papieżu [Polish artists about the Pope], Wydawnictwo “Jedność”, Kielce 1997


Dominik Krzysztof Łuszczek
Inspiracje religijne w polskim malarstwie i grafice 1981 – 1991 [Religious inspiration in Polish painting and graphic art 1981 - 1991], Wyd. Społeczny Komitet im. Ojca Dominika Łuszczka, 1998
Galeria. Sztuka niezależna w Podkowie Leśnej w latach 1985 –1991 [The gallery. Independent art in Podkowa Leśna, 1985 – 1991], Wydawnictwo Lumen, Podkowa Leśna 1998


Marian Rumin
“Malarstwo czy rysunek?” [Painting – or drawing?], Ikar, Kielce, March 2003

     […] For years Zofia Broniek has grappled with the idea of subordinating and structurizing forms essentially unrepeatable. Her tale of the universe is one of the phenomenality of the causative forces that form our surroundings in its totality, far from our mundane, daily view. Drawing by thought into phenomena is to touch form as their effects. The fragments and shards of forms ascribed within a trajectory of forces from outside them compels the contemporary viewer to reflect if only upon the scale of their vision, their own world as seen from their own path. The introduction of mathematical and geometrical structures of graph paper as the grounding of certain of her drawings is a visual completion of the character of the space in which the phenomena presented occur – and the way the author conceives them […]

Built with Berta